Krakowski Klub Biegowy

Niekonwencjonalne sekrety biegowe

niekonw

Sklepy biegacza i międzynarodowe firmy sprzętu sportowego – wszyscy wszystko Wam podpowiedzą – dobiorą buty i dresy. Z uznanymi trenerami pojedziecie na tygodniowe szkolenie. Jak „nie daj Bóg” trafi się Wam kontuzja – to gabinetów i klinik macie po kilkanaście w swoim mieście. Dietetycy wybiorą Wam sposób odżywiania, doradzą co macie za „cuda farmacji” zażywać. A wszystkie preparaty znajdziecie w aptece lub pobliskim sklepie z odżywkami. Jak chcecie indywidualnego trenera – voila – przez Internet, SMS-sa,  Facebooka, a nawet takiego w rzeczywistości też da się załatwić!!! Nawet w „Wyborczej” o tym piszą…W dzisiejszych czasach – to nie problem dla amatora szukającego wiedzy i nauki – by ją w miarę szybki i łatwy sposób posiąść.

Ba…większość Naszych  kolegów – którzy kilka lat temu zaczynali biegową przygodę – to już całkiem nieźli „fachowcy” !! I z dużym zaangażowaniem  doradzają kolejnym adeptom biegania.  Ukończone kilkanaście maratonów, kilka lat stażu treningowego – parę wyjazdów zagranicznych.  I… lokalny „Hero” na 2,45 w maratonie  jest już fachowcem od biegania. Nie ma nic w tym złego – bo bieganie należy do jednej z najprostszych form sportowych. Dlatego tak wielu z nas biega!

Generalnie – jak nie popełnimy kardynalnych błędów – to każda koncepcja treningowa jest dobra dla początkującego. Liczy się systematyczność i pracowitość. Wyniki przychodzą automatycznie. Wraz z wzrostem poziomu sportowego – jest coraz trudniej. Ale porad i lokalnych „guru” od biegania jest tylu – że każdy znajdzie alternatywę dla siebie. I dobrze – bo to dynamicznie rozwija nasze polskie bieganie. A imprez biegowych to mamy już tyle – że problemem staje się wyselekcjonowanie swojego kalendarza! Bo wszystkie biegi w sumie dobrze zorganizowane, wszędzie jest atmosfera, medale, koszulki i grochówka….

Współcześni to mają dobrze – nie to co my urodzeni i żyjący „w czasach słusznie minionych”.

Ale może dzięki temu, że dwadzieścia kilka lat temu w Polsce nic nie było – to sami na swojej „skórze i ciele” wypróbowaliśmy wiele metod i koncepcji. Nie teoretycznie, książkowo czy internetowo. Nie po kilku rozmowach z niewiele więcej wiedzącym kolegą. Ale po wielu latach codziennego żmudnego treningu i radzenia sobie w polskiej rzeczywistości. No i do tego poparte  to było kilkoma latami intensywnej, ukierunkowanej nauki. Nie na zaocznych, wieczorowych czy internetowych  studiach  / mimo całego szacunku do tej formy edukacji /. Ale po pięciu latach solidnej nauki, gdzie za dwie nieobecności na zajęciach czy ćwiczeniach nie było szansy dostania zaliczenia!?  Wieloletnia praktyka + solidna wiedza teoretyczna oraz chęć ciągłego uczenia się i doskonalenia – to cechy dobrego trenera i menadżera. Mało jest osób które łączą wszystkie te cechy. Może dlatego poziom naszego biegania zawodowego – jest jaki jest?. Ale to temat na inny artykuł.

Chciałbym przekazać Wam kilka kontrowersyjnych TAJEMNIC biegowych. Takich prostych, czasami banalnych a czasami wręcz bulwersujących i przeczących wszelkim standardom praktycznych porad biegowych.

Większość z nich to efekt wieloletniej praktyki i obserwacji jakiej dokonałem w czasie swojej praktyki zawodniczej i trenerskiej. Część to sposoby moich kolegów – też  je sprawdziłem! Nie wszystkie  – na wszystkich działają! Nie wszystkie polecam, ale polecam byście je przetestowali. To może być interesujące – a na pewno ekscytujące!! Znacie program – „Pogromcy Mitów” – to takie małe biegowe gromienie mitów….

Tego nie przeczytacie w żadnym periodyku biegowym – bo większość to dość oryginalne sposoby radzenia sobie problemami biegowymi. Część przeczy wszystkim dotychczasowym dogmatom!!

Warto przeczytać do końca – warto przetestować to na sobie. Czy warto stosować na stałe…. No to już pozastawiam Wam – szanowni biegacze do Waszej decyzji. Ja do niczego nie namawiam, niczego nie sugeruję! Nawet – jakby co –  to ja tego nie napisałem…….!! A jak mnie zaprosicie na kameralny wieczorek – to takich porad mam jeszcze z kilkadziesiąt!

Grupa porad treningowych:

Dobrym sposobem na podtrzymanie formy w okresach – gdy kompletnie nie mamy czasu na sensowny trening – to pewien sprytny fortel.  2 – 3 razy w tygodniu wychodzimy na 20-30 minutowy bieg. Ale nie na zwykłe truchtanie! Tylko po ok. jednym kilometrze rozgrzewkowego biegu – stopniowy zwiększamy prędkość. Tak dobieramy rosnące tempo – by na koniec finiszować z maksymalną prędkością. Prawie jak na zawodach. I nic więcej!!. Taka 6-tka na maksa!. W pozostałe dni tygodnia – wolne! Tylko max. 30 minut a często mniej – bardzo intensywnego biegu. Takiego do granic wytrzymałości! To takie BC 3 lub nawet tempo!! Zawsze możecie znaleźć czas na taki krótki intensywny trening!! Zmęczenie jest ostre, ale bardzo szybko jesteście w stanie dojść do równowagi. I na pewno nie będziecie wyczerpani po takiej sesji – będziecie mieli czas i siły dla rodziny lub dla pracy. Tym sposobem jesteście w stanie przez dobre kilka miesięcy skutecznie podtrzymywać  poziom Waszej dyspozycji. Nawet możecie ten poziom czasowo podnieść!. Ale to sposób na krótki okres – po kilku miesiącach znów musicie wrócić to systematycznego treningu. Niestety nie da się mieć wyników bez sensownej, codziennej ciężkiej organicznej pracy. Ten sposób to „czasowe” oszukanie naszych mechanizmów adaptacyjnych.
Pobudzenie siłowe przed startem. Polecam dzień przed starem wykonanie krótkiego treningu z akcentem siłowym! Nie tylko zwykły rozruch, z lekkim truchtem i ćw. rozciągającymi. Ale kilka ćwiczeń ściśle siłowych!. Kilka serii skipów, wieloskoków czy biegów pod górkę  – może znacząco podnieść Waszą dynamikę i tzw. czucie mięśniowe w dniu startu!

To naukowo stwierdzona zależność – że czucie mięśniowe zależy od tzw.  głębokiego pobudzenia. A to możemy osiągnąć tylko przez ćwiczenia siłowe. Nie dziwi zatem widok zawodnika – średniodystansowca  trenującego na siłowni ze sztangą przed starem na bieżni. Nie powinien zatem dziwić widok biegacza amatora, który na dzień przed startem wykonuje kilka serii skipów i wieloskoków. Ale jedna mała uwaga: to ma być przedstartowa rutyna – bo efekty tej filozofii można  sprawdzić dopiero po kilku takich treningach. Jak zwykle organizmu musi się tego nauczyć! Jednorazowa próba nie ma sensu!

Grupa porad logistycznych

Coraz więcej jeździcie na zagraniczne zawody, często do egzotycznych krajów. Dużym problemem jest więc bezpiecznie wyżywienie. Oczywiście można samemu „radzić” sobie w hotelu z tzw „konserwy” czy torebki – ale to ani dietetyczne ani motywujące. Zwykła lokalna restauracja to dopiero ryzyko!!! Mam proste i bezpieczne rozwiązanie! MC Donald!! Wielu odsądzi mnie od czci wiary. Ale tym zadam jedno pytanie? Widzieliście, by ktoś zatruł się w Mc Donaldzie??? Może to nie najzdrowsze i najlepsze pożywienie dla biegacza – ale na pewno najbezpieczniejsze! Jak zrobić bilans zysków i strat – to we egzotycznych krajach bezpieczniej stołować się w Macu. A  lokalne specjały polecam degustować po starcie. Rozstrojenie żołądkowe to jeden z powszechnych efektów naszych wojaży. Dla biegaczy bardzo, bardzo uciążliwy.

„Grzeszcie kulinarnie” w Mc Donaldzie przed startem – a nie będziecie mieć problemów gastrycznych w  obcych krajach w czasie startu.

1. Z punktu widzenia fizjologii najważniejsza nie jest ostatnia noc przed starem! Kluczowe znaczenie ma  noc na dwa dni przed zawodami docelowymi. Zatem jak planujecie swoje podróże na ważne zawody – to zaplanujcie by spać komfortowo na 48 godzin przed startem!! W ostatnią noc i tak będziecie spali niespokojnie. Nawet możecie  ją spędzić w podróży! To nie ma w sumie większego znaczenia! Poziom stresu jest tak wielki – że sposób  organizacji ostatnich godzin przed starem niewiele wpływa na końcowy wysiłek. Oczywiście polecane i zalecane jest spędzenie ostatnich godzin we względnym komforcie. Ale pamiętajcie – dwa dni przed biegiem macie wypoczywać w  maksymalnym komforcie! Dobry hotel – czy domowy luksus mają tu kluczowe znaczenie.

2. Dla zaawansowanego amatora kolejny bieg zaczyna się w chwili minięcia mety!! Sposób zachowania po zawodach jest kluczowy dla następnych zawodów! To co robimy, jak niwelujemy skutki wpływ ekstremalnego wysiłku ma kluczowe znaczenie dla naszej formy i progresji w kolejnych startach. Kluczowe jest tu kilka – kilkanaście godzin po starcie. Po tym zachowaniu możemy rozróżnić prawdziwego profesjonalistę! Roztruchtanie, nawadnianie, czy wartościowy posiłek do  max!!!2 godzin po starcie – to proste sposoby by znacząco zaadoptować start jako kolejny trening!  To się po prostu opłaca. Później musimy to wpracować na następnych treningach. A można było po maratonie np.: wynająć hotel za 80,00 PLN, odpocząć, poleżeć w wannie z solanką, itp… Zjeść dobry obiad za 40,00 PLN. A nie wracać całą noc w pociągu w podkurczonej pozycji!. Taka inwestycja –  to chyba w sumie taniej niż następne dwa tygodnie  ciężkiego treningu.  Policzcie sami. No bo przecież liczą się efekty i koszty całościowe.

Grupa porad specjalistycznych * tylko dla odważnych

Problem picia w czasie maratonu i biegów długodystansowych. Temat omawiany wielokrotnie i opracowany bardzo naukowo,  chyba na wszystkie możliwe sposoby.

A ja mam niekonwencjonalną propozycję! Spróbujcie Coca-Coli w czasie biegu maratońskiego!? Odgazowanej, schłodzonej! Po prostu do bidonu nalejcie zimnej -odgazowanej Coli. To nie przypadek czy marketing, że ten napój zawojował świat! Coś w tym płynie musi być!… No właśnie – jest to co biegaczowi potrzebne –  cukier i kofeina…idealnie dobrane.  Znane przez nasz organizm!

Mały test – jak się dzieciak zatruje – to co dacie mu do picia??? Colę!! Leczy wszystko,  jest bezpieczne, a ile ma kalorii…??

Zdziwilibyście się co mają „topowi” biegacze w swoich bidonach….. Wielu z nich skomplikowane mikstury a część…zwykłą colę. Spróbujcie…., najpierw na jakimś długim treningu! To działa!

W okresie letnim, czy na wyjazdach w egzotyczne kraje –  często się zdarza biegacie w temperaturach przekraczających 30 stopni Celsjusza! To wysoce ryzykowne wysiłki.  Czasami dochodzi do takiej sytuacji, że temperatura „rektalna” czyli wewnętrzna wzrasta w czasie wysiłku do ok. 39-40 stopni!! Tak – do takiej wartości. To istna degradacja dla naszych wysoce wytrenowanych systemów białkowych i enzymatycznych. Łatwo to wszystko zniszczyć – a  wtedy wiele tygodni treningu idzie w powietrze. Mam prostą radę. Przed takimi biegami – gdy temperatura oscyluje pow. 30 stopni – weźcie 1, max. 2 tabelki zwykłej…. „Aspiryny”. Ma właściwości „anty-oksydacyjne”, „anty-zapalne” i podnosi temperaturę wewnętrzną do ok 37,5 Celsujasza! I co najważniejsze – utrzymuje  ją na taki poziomie. A więc – będzie Wam finalnie  pomagała obniżyć przegrzanie organizmu! Bezpieczne,  tanie i skuteczne. Ale pamiętajcie – różne osoby różnie reagują na medykamenty – lepiej sprawdźcie to na treningach! I poradźcie się lekarza! Bo to w sumie paramedycyna.

Dużo jest wiedzy „poza książkowej”  – to wiedza którą pokolenia biegaczy przekazują kolejnym falom „fascynatów”  truchtania i rywalizowania. Te powyższe, to tylko mała namiastka wiedzy „nieformalnej” która jest w zasobach rodzimych biegaczy i trenerów.

Darek Kaczmarski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.